Masz już dość? Po raz n-ty zapisujesz się na kurs i już doskonale wiesz, że nic to nie da. Za pół roku bogatszy/a o stos zabazgranych ołówkiem kserówek i kilka niepraktycznych zwrotów będziesz dalej w tym samym miejscu. W rubryce „języki” na dnie CV nie przybędzie żaden nowy wpis a prosta konwersacja z obcokrajowcem dalej wywoływać będzie atak paniki. Jeśli wszystko się zgadza – ten tekst jest dla Ciebie.

Jestem tłumaczem przysięgłym, biegle znam sześć języków, ale na upartego dogadam się w dziesięciu, może nawet dwunastu. Właśnie uczę się od podstaw nowego – norweskiego. Znajomi mówią o mnie „Papież”, a nowo poznane osoby zastanawiają się, czy przypadkiem pół życia nie spędziłem w okopach z samouczków i słowników. Otóż nie, mało tego – powiem Wam, że swoje zdolności odkryłem bardzo późno. W gimnazjum uczyłem się niemieckiego i te trzy lata nie zostawiły po sobie niemal śladu. W liceum bezrefleksyjnie uczestniczyłem w lekcjach angielskiego ściągając na klasówkach i przepisując zadania. Przełom nastąpił, kiedy na studiach pojechałem na Erasmusa. Wybrałem sobie Włochy, bo chciałem zobaczyć trochę zabytków, zaznać słońca i legendarnego „dolce vita”. No właśnie, kiedy komisja stypendialna powiedziała mi, że mogę się pakować, w języku Dantego znałem niewiele więcej niż powyższy zwrot. Kilka miesięcy później pisałem po włosku kilkustronicowe eseje i zdawałem egzaminy ustne. Jakim cudem? Powiem Wam tylko, że nie chodziłem na żadne intensywne kursy, jak moi znajomi, nie korzystałem z pomocy korepetytorów ani podłączania się do elektrod. Na naukę włoskiego wydałem nieco ponad 50 złotych – koszt samouczka dla początkujących i teczki kserówek. Pod koniec stypendium władałem włoskim lepiej od wszystkich znajomych, którzy uczyli się języka od lat. Po powrocie zrozumiałem, że języki to moja pasja. Zapisałem się na drugi kierunek – filologię słowiańską, ponieważ zawsze chciałem opanować język naszych południowych sąsiadów. Równolegle z wybraną specjalizacją słowacką uczyłem się czeskiego, który był bardzo podobny. Po pierwszym roku zacząłem tłumaczyć, później eksternistycznie zrobiłem dwa lata w ciągu jednego roku, a rok później przygotowywałem się do egzaminu na tłumacza przysięgłego, który zdałem za pierwszym podejściem. Jakiś czas temu zafascynowały mnie języki skandynawskie, ze względu na swoją surowość i prostotę, więc w maju ubiegłego roku zacząłem uczyć się norweskiego. Teraz już piszę i czytam w tym języku, zdarza mi się nawet tłumaczyć jakieś pisma. Czas podzielić się z Wami moimi sekretami dotyczącymi nauki języków.

1. Wszystko jest w Twoich rękach.

Przestań pokładać wiarę w kursy, korepetycje i cudowne metody, które sprawią, że  bezboleśnie nauczysz się języka. Nauka języka nigdy nie będzie łatwa i przyjemna. To ciężka praca. Ale praca dająca dużo satysfakcji, kiedy już Twój trud zostanie wynagrodzony. Nie wierz, że ktoś wykona ten wysiłek za Ciebie. Możesz wydawać majątek na kolejne kursy i z tygodnia na tydzień odrabiać zadania domowe, ale jeśli brak Ci wewnętrznej motywacji, nie osiągniesz nic. To tak jakbyś chciał zrzucić parę kilo po linii najmniejszego oporu – nie ćwiczyć, fatalnie się odżywiać, tylko od czasu do czasu łyknąć jakieś magiczne proszki na odchudzanie. Nic z tego! Dopóki nie zmienisz myślenia i nie znajdziesz w sobie determinacji, nic nie wskórasz. Zastanów się, DLACZEGO właściwie, chcesz się uczyć języka (szansa na awans, nowa ciekawa praca, wyjazd za granicę, własna satysfakcja, chęć poznania nowego kraju i jego kultury?) Określ CZAS, w jakim chcesz się nauczyć konkretnej partii materiału i wyznacz sobie jakąś NAGRODĘ. Tylko mierz siły na zamiary. W trzy tygodnie nie opanujesz mandaryńskiego na poziomie native speakera. Ale 100-200 fiszek lub 2 rozdziały podręcznika to już całkiem realny cel. Pamiętaj, żeby zawsze po opanowaniu większej partii materiału zrobić sobie jakiś niewielki prezent.

2. Umiejętne zarządzenie czasem to podstawa sukcesu.

OK, wszyscy jesteśmy zapracowani. Nie musisz mi tego mówić. Ciężko wygospodarować czas, żeby zobaczyć jakiś film albo poczytać przez pół godziny książkę, a jak tu dopiero uczyć się od podstaw nowego języka? Siedzieć dwie godziny przy czarno-białych kserówkach z zadaniami? A co gdybyś zechciał jeździć na kurs? Pół godziny w jedną, pół w drugą, korki, cały wieczór zmarnowany. Przecież to logistycznie niemożliwe! Trudno się z Tobą nie zgodzić.  Ale spróbuj gospodarować czasem, którym dysponujesz. Przy porannej kawie możesz powtórzyć parę słówek. W samochodzie puść sobie płytę CD ze zwrotami (opanujesz bezboleśnie wymowę). W pracy niejednokrotnie robisz sobie przerwę i oglądasz jakieś głupoty na facebooku alebo instragramie. Może zamiast tego, lepiej przez piętnaście minut poczytać parę zdań w obcym języku albo rozwiązać jakieś zadanie? Internet obfituje w mnóstwo wspaniałych i co najważniejsze zupełnie darmowych materiałów do nauki. Słowo klucz to REGULARNOŚĆ. Znacznie lepiej poświęcić codziennie 15-20 minut na naukę  tego, co będziemy w stanie przyswoić, niż raz w tygodniu przez 2-3 godziny przerabiać materiał, który nazajutrz wyleci nam z głowy.

3. Otocz się językiem, pokochaj go.

Na okrągło musisz otaczać się językiem, którego się uczysz. Słuchaj muzyki, oglądaj filmy z napisami w danym języku, zmień język w telefonie, ponaklejaj w domu kolorowe karteczki z nazwami różnych czynności i przedmiotów codziennego użytku (np. łazienka, umywalka, mydło, kąpać się, myć zęby …). Każdy sposób jest dobry. W różnych sytuacjach, np. stojąc w kolejce po chleb czy bilet do kina, zastanów się, jak powiedziałbyś to w obcym języku. Zamiast frustrować się  czekaniem, wykorzystasz ten czas konstruktywnie.

4. Zrozum język, wejdź w głąb systemu.

Nie ucz się bezrefleksyjnie. Staraj się wgryźć w język. Każdy język to niemal matematyczny układ z nielicznymi wyjątkami. Ale nie wkuwaj ślepo regułek. Cenniejsze są obserwacje, które sam poczynisz w trakcie nauki. Pamiętaj, że jeśli znasz już jakiś język, nauka kolejnych przyjdzie Ci łatwiej. Wykorzystaj podobieństwa w obrębie danych podrodzin. Jeśli rosyjskie „город” (gorod) i czeskie „hrad” zestawiamy z polskim słowem „gród” to cechy tych języków nasuwają się same, podobnie jest językami germańskimi (niemieckie „Hafen”, angielskie „haven” i duńskie „havn” to port)  lub śpiewaniem w językach romańskich (francuskie „chanter”, włoskie „cantare”, hiszpańskie „cantar”) Szybko zaczniesz rozumieć dany język i sam „kombinować”, jak powinno wyglądać dane sowo. Zdziwisz się , ile razy uda Ci się wytypować poprawnie.

5. Nauka słówek? Fiszkuj bez wymówek!

Nie pochwalam żadnych cudownych metod. Poza fiszkami. Z prostej przyczyny. Fiszki zajmują mało miejsca, są poręczne – można zabrać je wszędzie, a na powtórzenie paru zwrotów lub słówek czas znajdzie nawet najbardziej zapracowana osoba. Oczywiście nie zastąpią nauki gramatyki czy poprawnej wymowy ale świetnie sprawdzą się do opanowania słownictwa oraz zdobycia podstawowej biegłości komunikacyjnej.

6. Czytaj o tym, co lubisz.

Kolejna sprawa to czytanie o tym, czym się interesujemy w języku obcym. Kiedy opanujemy już absolutne podstawy, zamiast uczyć się nikomu niepotrzebnych nazw zwierząt gospodarczych albo części garderoby (chyba nigdy nie dowiem się, czy znajomość terminu „halka” w tych wszystkich językach może mi się kiedyś do czegoś przydać), warto skupić się na tym, co jest nam prawdę potrzebne. Interesujesz się polityką? Wchodź na tabloidy z danego kraju i czytaj newsy (przeważnie napisane są prostym językiem, zacznij od tłumaczenia nagłówków, później zaczniesz rozumieć całe akapity i przejdziesz do ambitniejszych zagadnień. Jeśli interesujesz się muzyką, wioślarstwem, uprawą drzewek bonsai, znajdź zagraniczne źródła na ten temat. Wikipedia jest nieocenionym źródłem. Przeskakuj pomiędzy różnymi wersjami językowymi. Jeśli lubisz historię to może czas przeczytać po fińsku artykuł o bitwie pod Grunwaldem. Znajomość kontekstu i faktów pozwoli Ci skupić się na języku i łatwiej przyswoić cenne słówka i frazy. Bez tego nigdy nie odkryjesz takich perełek jak azerski heavy metal ani nie sprawdzisz, co piszą o polskim piwie rzemieślniczym na blogach w języku suahili.

7. Zeszyt językowy.

Może brzmi to trochę szkolnie, ale powinieneś założyć zeszyt. Ale nie taki klasyczny, nie zapisuj w nim lekcji, nie odrabiaj zadań. Żadnej chronologii, żadnych dat! Prowadź go w sposób dowolny, zapisuj wszystko, co wyda Ci się ważne – słówka, wzór odmiany, własne przemyślenia na temat języka. Zapisuj swój Zeszyt w sposób zupełnie luźny – możesz podzielić go na sekcje i na każdej stronie zapisywać słownictwo z innej grupy tematycznej (np. jeśli chcesz opanować język biznesu, zrób działy „prawo”, „ekonomia”, „relacje z klientem” itp.) . Możesz poświęcić część na gramatykę. Rozrysuj wykresy, drzewka, tabelki – słowem wszystko, co może Ci w jakiś sposób pomóc. Zaglądaj do niego, jak najczęściej i potwarzaj to, co jest Ci naprawdę potrzebne.

Mam nadzieję, że kilka moich rad nieco Wam pomoże. Trzymam za Was kciuki. Piszcie, jakie są Wasze plany i jakich języków, chcecie się nauczyć. Za jakiś czas planujemy ogłosić na blogu miesiąc nauki języków obcych, więc mam nadzieję, że będziemy się wzajemnie wspierać! ☺

mm
Napisane przez Dave
Tłumacz i dziennikarz uzależniony od świata języków obcych. Kocha dobre piwa, intrygujące planszówki i każdą sekundę spędzoną z Justi.

    6 komentarzy

  1. ZWawy 16 marca 2017 at 21:22 Odpowiedz

    muszę spróbować niektóre pomysły wcielić w życie. Podpisuję się pod tezą, że znajomość innych języków pomaga – i to jak! Znam niemiecki i angielski i to takie moje „główne” języki obce.

    • mm
      Dave 21 marca 2017 at 14:20 Odpowiedz

      To prawda. Znajomość innych języków jest nieoceniona.

  2. Panna Kwiatkowska 21 marca 2017 at 12:52 Odpowiedz

    Mi najwięcej dało kilka lat temu przeczytanie kilku książek po niemiecku. Po wakacjach zadziwiłam całą klasę i nauczycielkę 😊 jednak tak naprawdę mogę powiedzieć, że umiem niemiecki dopiero od kiedy mieszkam w Bremie i poznałam też język potoczny i sposób, w jaki mówi się na co dzień 😊

    • mm
      Dave 21 marca 2017 at 14:21 Odpowiedz

      Książki to dobra sprawa. Polecam również audycje radiowe. Radia
      internetowe i aplikacje mobilne dają możliwość transmisji z całego
      świata. Chociaż faktycznie, nic nie zastąpi nauki w naturalnym
      środowisku, ale nie każdy ma taką możliwość :/

  3. Aleksandra 21 marca 2017 at 14:19 Odpowiedz

    Ja mam pytanie odnośnie efektu plateau w nauce języka, są jakieś sposoby aby go pokonać?

    • mm
      Dave 21 marca 2017 at 14:52 Odpowiedz

      Tylko ciężką pracą 🙂 Ale poważnie, przychodzi etap zmęczenia
      materiału i kręcenia się w kółko. Zamiast katować się powtarzaniem
      tego samego i zadręczaniem się tym, że nic nam nie chce wejść do głowy
      i nie rozwijamy się, lepiej na jakiś czas odpocząć od głównego nurtu i
      skupić się na całkowicie nowym materiale – nie wiem, cokolwiek –
      zwierzęta tropikalne, kuchnia i gotowanie, historia filmu albo mody,
      sporty ekstremalne, coś odjechanego ale powiązanego z naszymi pasjami.
      Nasz mózg odpocznie, a my zyskamy satysfakcję z całkiem „widocznego”
      przyrostu słownictwa z nowych nieznanych dotąd dziedzin. Po jakimś
      czasie możemy wrócić do żmudnego utrwalania porzuconego na chwilę
      „mainstreamu”.

Skomentuj