Przystojny, dobrze zbudowany, świetnie jeździ konno, doskonały w walce, posiadający szósty zmysł, siwy (choć nie jest stary) i z blizną. Kto to taki? Moja miłość, mój ideał mężczyzny i obiekt westchnień. Zakochałam się w nim w ubiegłym roku. I chociaż to miłość platoniczna, to przestać nie mogę.

To taka trudna miłość. Dave, na szczęście, akceptuje ten związek. Mało tego nie pozwala, aby ten płomień uczucia zgasł. Ciągle kupuje mi jakieś wiedźmińskie rzeczy. Apogeum tej akceptacji nastąpiło wtedy, kiedy dostałam od niego medalion, który nosi wiedźmin. Wilka. Wiem, wiem, pewnie wydaje się Wam to dziwne. Pewnie wolicie perły czy diamenty. Ja jednak skakałam z radości jak szalona. Aha, jeśli ktoś wie, gdzie można kupić strój Yennefer, niech da znać!

Czyż nie jest śliczny?

A tak na poważnie, to od zawsze wiedziałam, że postać Wiedźmina istnieje, jednak nic nie było w stanie przekonać mnie do bliższego poznania jego historii. Dave wiele razy namawiał mnie, żebym przeczytała książkę, ale ja fantasy nie lubię, nie przeczytałam Harry’ego Pottera (tak, nie zrobiłam tego!), ani Władcy Pierścieni (obejrzałam film). Gdy przyszedł czas na premierę najlepszej gry wszech czasów, też mnie to nie obeszło, choć w gry komputerowe gram nałogowo. Ja już tak mam, że nie ekscytuję się tym, czym wszyscy, tylko sama muszę odkryć chęć zgłębienia jakiejś rzeczy (jakkolwiek to nie brzmi). Tak też było z grą Wiedźmin Dziki Gon. Długo po premierze w końcu się skusiłam i zakupiłam do swojej kolekcji. Gdy ją odpaliłam po raz pierwszy, faktycznie mnie zachwyciła. Grałam w Dragon Age Inkwizycję, która też jest świetnie zrobiona, ale ta była jeszcze lepsza. Niestety z racji tego, że nie umiem grać na WSADzie (nie pytajcie dlaczego), gra trafiła na kurzącą się półkę. Do czasu kupienia pada do Xboxa, którego podpięłam do komputera i się zaczęło. Uzależniłam się od tej gry i od tej historii oraz zapragnęłam więcej…

 

Dokupiłam pierwszy dodatek oraz pierwszą i drugą część Wiedźmina. Wymyśliłam sobie, że zacznę wszystko jeszcze raz od jedynki właśnie, bo decyzje, które tam podejmujemy, mają wpływ na pozostałe części gry. Uwierzcie mi, nie było łatwo przesiąść się z trójki na jedynkę. Oj mnóstwo krwi mi to napsuło. I chociaż mój przyszły szwagier Marcin (pozdrawiam przy okazji) wręcz uwielbia jedynkę i przeszedł ją już chyba ze sto razy, to ja się nie mogłam przekonać. Mordowałam się z nią wieki a bagna będą śnić mi się po nocach. Jednak było warto. Historie w jedynce, jak chociażby ta ze Strzygą, są niezwykle wciągające. Można poznać lepiej ten świat i postacie, które później w kolejnych częściach powracają i zupełnie inaczej się na nie patrzy. Chociaż za sterowanie postacią w jedynce powinni wsadzić twórców do więzienia! Dwójka jest chyba najgorszą z części. Trochę nowocześniejsza od jedynki, ale nadal toporna. Przeszłam, zapomniałam, życie toczy się dalej.

A trójka to historia na inny post. Ten otwarty świat wręcz uzależnia. Przemierzasz piękne miasteczka, wioski. Widoki zapierają dech. No i dialogi, które powalają z nóg. Mnóstwo humoru i dobrej zabawy. Ogląda się to wszystko jak świetnie zrobiony film, a historia na długo zapada w pamięci. Ja w nią grałam bardzo długo, bo odwiedzałam każdą wioskę, słuchałam rozmów mieszkańców, chciałam chłonąć jak najwięcej. Dodatki są nie tylko uzupełnieniem, ale odrębnym kawałkiem świetnie skrojonej przygody, która miejscami jest jeszcze lepsza niż podstawka. Po zakończeniu chce się więcej, które niestety nie nadejdzie. Pewnie za jakiś czas pozostanie mi powrócenie do Dzikiego Gonu i przejście go jeszcze raz, dla czystej przyjemności. Zwłaszcza, że jak wiadomo, można grać w nią wiele razy i mieć zupełnie inne przygody, które zależą od Twoich decyzji i różnych innych czynników. Żałuję, że nie kupiłam sobie wersji kolekcjonerskiej. Dałabym się pociąć za figurkę Wiedźmina oraz mapę.

 

W trakcie grania postanowiłam zgłębić wiedzę na temat wiedźmińskiego świata i zakupiłam książki. Dokładnie te, o których kiedyś nie chciałam nawet słyszeć (człowiek to się jednak zmienia). Opowiadania pochłonęły mnie do reszty. Fajnie jest sobie przeczytać o tym, co już mieliśmy okazję zobaczyć w grze, ale także o czymś, czego w grze nie było. Twórcy trzeciej części musieli się sporo na główkować, żeby wymyślić te wszystkie przygody dzielnego Geralta. Planuję zakup kolejnych części. Dave kupił mi też na prezent komiks, który przedstawia dalsze losy Wiedźmina. Świetna sprawa dla tych, którzy tak jak ja nie chcą się z Wiedźminem rozstawać.

Ogarnięta fascynacją Wiedźminem (gdyby istniał naprawdę, byłabym jego psychofanką grzebiącą w śmietniku i rzucającą do niego stanikiem) postanowiłam zobaczyć także film, nasz polski, z Żebrowskim w roli głównej.

No i cóż…powalający to on nie jest i scena, w której ciągnie sflaczałe truchło smoka, dalece odbiega od chociażby sceny z Władcy Pierścieni, w której Arwena zatrzymuje Nazgûli przy brodzie na Bruinen. A w obu przypadkach mówimy o produkcji z 2001 roku! Całe szczęście ma powstać film w reżyserii Tomasza Bagińskiego (jaram się jak hipster na jarmuż). Jeśli odpowiedzialny jest za niego Bagiński, to będzie to świetny film, pytanie tylko, co zechcą w nim pokazać? Amerykańska produkcja przypuszczalnie skupi się albo na historii miłosnej, albo na dużej ilości efektów specjalnych. Pożyjemy, zobaczymy. Chociaż to, co możemy zawdzięczać polskiej wersji filmu z 2001 roku to wizerunek Geralta. Oprócz opisu w książkach, nigdzie nie było pokazane, jak konkretnie Wiedźmin wyglądał. Dopiero rola Żebrowskiego to pokazała i to właśnie od niej wziął się oficjalny look bohatera.

To, czego jeszcze brakuje mi w mojej wiedźmińskiej kolekcji to gra planszowa. Wiem, że nie należy do najlepszych planszówek, ale mimo wszystko chciałabym ją mieć. Niestety jest nie do kupienia, oprócz sporadycznych aukcji na allegro.

Polska ma dużo szczęścia, bo Geralt okazał się świetnym towarem eksportowym. I tak jak mamy od lat swojego Harry’ego Pottera (Pana Kleksa), tak mamy też swojego Władcę Pierścieni, czyli świetną sagę osadzoną w świecie fantasy.

A za co tak naprawdę lubię Wiedźmina? Po pierwsze, jak na każdego Polaka przystało, lubię to, co polskie i jestem z tego bardzo dumna. Andrzej Sapkowski to jeden z wybitniejszych pisarzy fantasy. Jego książki tłumaczone są tak samo często jak Lema. To, co w tych opowiadaniach podoba mi się najbardziej to świat, w którym mitologia słowiańska odgrywa główną rolę. Strzygi, południce, utopce tworzą klimat nieporównywalny z żadnym innym. Szkoda, że mitologia słowiańska nie jest tak popularna, jak skandynawska czy celtycka. W książkach, a także grze urzeka język. Krwisty, sążny z dużą dawką przekleństw, co nie każdemu może przypaść do gustu, jak dla mnie dopełnia całość.

Na tym zakończę moją Pieśń o Rolandzie Geralcie. Męstwo, waleczność, odwaga, poczucie humoru to tylko niektóre z cech, za które można podziwiać Wiedźmina. Nie wiem, jak na ten tekst zareaguje męska cześć czytelników, ale czy w Geralcie można się nie zakochać?

Fot. materiały prasowe.

mm
Napisane przez Justi
Psychoterapeutka, po uszy zakochana w kotach. Miłośniczka filmów, makaronów i ładnych rzeczy. Kreatywna i dobrze zorganizowana.

    15 komentarzy

  1. Gosia 11 lutego 2017 at 17:04 Odpowiedz

    Też mnie to ominęło, ale kto wie, może kiedyś sięgnę po książkę… Mój facet uwielbia grę i muszę przyznać, że ten cały Geralt ma coś w sobie 😉

    • mm
      Justi 11 lutego 2017 at 17:14 Odpowiedz

      Prawda? Jest urzekający 🙂

  2. Marzena T (Mania) 11 lutego 2017 at 18:08 Odpowiedz

    🙂 Świetny post 😀 Uwielbiam Saga Wiedźmina 😉 Mój mąż grywał w tą grę a ja się przyglądałam tylko co on tam robi. I gra i książka rewelacja !Sama mam zamiar kiedyś ją przejść jak tylko będę miała czas 🙂

    • mm
      Justi 11 lutego 2017 at 18:12 Odpowiedz

      Dzięki. Jeśli podobały Ci się książki to koniecznie zagraj w grę! Jest fantastyczna.

  3. cytrynowe drzewo 11 lutego 2017 at 18:14 Odpowiedz

    Mój mąż uwielbia Wiedźmina. Mnie to raczej ominęło, ale gość coś w sobie ma 😉

    • mm
      Justi 11 lutego 2017 at 18:26 Odpowiedz

      Jest bardzo męski, a to może pociągać 🙂

    • mm
      Justi 11 lutego 2017 at 18:29 Odpowiedz

      Dzięki 🙂 aczkolwiek obawiam się, że skrzyżowanie Wielkiego Ptaka z Ulicy Sezamkowej z Robin Hood’em nie wpłynie korzystnie na mój wizerunek 🙂

  4. greku 14 lutego 2017 at 14:43 Odpowiedz

    Takich rzeczy szuka sie pod haslem „cosplay” 😉
    https://www.etsy.com/listing/258948164/yennefer-cosplay-costume-from-the

    • mm
      Justi 14 lutego 2017 at 14:58 Odpowiedz

      Wow, ten jest świetny! Dzięki!

  5. Anesthka 21 lutego 2017 at 18:58 Odpowiedz

    W końcu znalazłam dziewczynę, która też lubi grać w gry! 🙂 Zazwyczaj wszyscy uważają to za dziwactwo. Kocham Wiedźmina i jestem na etapie przechodzenia 1-szej części 🙂

    • mm
      Justi 21 lutego 2017 at 19:00 Odpowiedz

      No to przybij piątkę 🙂 trzeba kończyć ze stereotypami oraz z tym, że kobiety grają tylko w „babskie” gry. Ja kocham RPG i dobrze mi z tym 🙂 pozdrawiam!

  6. Anka z Kolorowa Matka 21 lutego 2017 at 19:55 Odpowiedz

    Na razie się nie zakochałam, choć lubię taki gatunek literacki. Mój mąż za to tak 🙂 Więc akteptuje tą miłość. Może kiedyś się podzielę te uczucia.

    • mm
      Justi 21 lutego 2017 at 20:08 Odpowiedz

      Jeśli się zakochasz, daj znać – ja przepadłam 🙂

  7. Wiktoria 21 kwietnia 2017 at 21:23 Odpowiedz

    Też mnie pochłonęła historia Geralta i sam Geralt. A w kwestii filmu, pokażą tam dwa ostatnie rozdziały z pierwszego tomu – Ostatnie życzenie

Skomentuj