Każdy ma swoje ulubione gry komputerowe. Kojarzą nam się z dzieciństwem, kiedy nie mogliśmy się doczekać się ostatniego dzwonka po lekcji i rzucając w kąt plecak, odpalaliśmy kompa, żeby oddawać hołd cyfrowej magii. Czasami po powrocie z boiska zapraszaliśmy kumpli i minuty zamieniały się w godziny… Niektóre z tych klasyków może i pokrył spory nalot patyny, ale sam dźwięk ich nazwy wciąż przyprawia mnie o szybsze bicie serca. Zapraszam Was do świata wspomnień 🙂

Doom

1437343316786

Gra, której nikomu nie trzeba przedstawiać. Pojawiła się na świecie mniej więcej w tym samym czasie, co latające dinozaury. Ojciec chrzestny strzelanek. Chyba wszyscy z pokolenia dzisiejszych trzydziestolatków wspominają, jak z wypiekami na twarzy przemierzali nieoświetlone korytarze baz na Marsie zabijając setki mutantów i demonów z piekła rodem. Na długo przed tym, zanim wszyscy zaczęli ekscytować się wszystkimi CS-ami, Overwatchami i wszelkiej maści grami wojennymi, gdzie ginie się od jednego celnego strzału. Słynny gostek z „Dooma”, który stroił do nas rozmaite miny przy pasku ze zdrowiem przyjmował w swoje ciało tony ołowiu, rakiet i kul ognistych, od czasu do czasu łykając naprędce jakąś apteczkę. Nigdy nie zapomnę tych nocy spędzonych na wytępianiu kosmicznych korytarzy z wszelkiej maści baronów piekieł i innych kreatur. Tego masochistycznego uczucia klaustrofobii, kiedy z podkrążonymi oczami, sam na sam z wiernym shotgunem prześlizgiwałem się przez ciągnące się nieskończoność labirynty. Tej irytacji, kiedy przez długie godziny nie mogłem odnaleźć niebieskiego klucza. I tej chorej przyjemności z dorżnięcia kolejnego zombie piłą motorową.

Warcraft II

war22

Doom nauczył mnie orientacji w terenie i udzielił cennej lekcji, jak przetrwać w opuszczonej kosmicznej bazie zaludnionej setkami mutantów. Warcraft natomiast wprowadził mnie w arkana strategii. Gier, w których odpowiedzialny byłem nie za życie jednego kosmicznego marine, ale za całe królestwo i jego rozwój. To kolejna gra, która w latach 90. zawładnęła moim życiem na długo, zaszczepiając beznadziejną miłość do złowrogich zielonych ludzików. Nie chodzi tu bynajmniej o partyzantów Putina. W fantastycznym świecie zaludnianym przez ludzi i orków, przypominającym trochę klimatem uniwersum Władcy Pierścieni, miałem szansę stoczyć serię epickich bitew, walczyć o kontrolę nad cennymi surowcami, jak złoto, drewno i ropa, czy rozbudowywać miasta. Widok z góry był uzależniający, dawał poczucie kontroli nad wszystkimi i wszystkim. Ja zawsze wybierałem zielonoskórych, okrutnych orków. Ludzie ze swoimi średniowiecznymi zamkami, chłopskimi chałupami, wspomagani przez brodatych magów, elfy i gnomy wydawali mi się dobrzy, prawi, szlachetni i przeraźliwie nudni.

Worms

257163421

Kto chce odpocząć od planowania ruchów wojsk orków i zwiedzania ciemnych marsjańskich tuneli powinien siąść przy partyjce starych, dobrych „Robaków”. Do dziś zastanawiam się, jakim cudem moje pokolenie mogło wsiąknąć grając w tę prostą dwuwymiarową grę  o starciach sympatycznych robaczków uzbrojonych po zęby w śmiercionośny arsenał. Było to jednak cholernie uzależniające. Kolejne części serii tylko ten fakt potwierdzają. Granaty, bazooka, strzelby, nunchako, wybuchające krowy, super nowoczesne technologie. Inwencja twórców w zakresie wymyślania narzędzi służących robactwu do wykańczania się nawzajem była nieograniczona. Żaden tam ze mnie pseudokibic, ale ja lubiłem po prostu wysłużony kij bejsbolowy i strącanie przeciwka do wody jednym solidnym uderzeniem.

Heroes of Might and Magic III

710897_1_f

Gra która ma status kultowy. To niewiarygodne ile przyjemności mogą sprawić trochę bardziej rozbudowane szachy osadzone w fantastycznym świecie. Jak  okazuje, w grę grali chyba wszyscy na świecie. Co chwila odkrywam nowych fanów „hirołsa”. Kumple z pracy, których nigdy nie podejrzewałbym, że grali w jakąkolwiek grę poza saperem, wuefista z liceum, młodsza siostra żony. Pewnego dnia pewnie nakryję własną babcię, jak rozbudowuje zamek i zabezpiecza na kolorowej mapie wszystkie strategiczne surowce. Obowiązkowo inwestując w archanioły. Heroes to nie gra. To instytucja, to narkotyk. Powinien zostać objęty zakazem sprzedaży na równi z dopalaczami. Ile młodych talentów zmarnował. Ile sesji zostało przez niego oblanych. Ile związków się rozpadło. Mój kolega z bloku wyszedł wyrzucić śmieci i po dwóch dniach matka zaczęła dzwonić na policję. „Zaraz idę, jeszcze tylko jedna tura”…

Diablo

cowking

Co w tym zestawieniu robi tajemnicza demoniczna gra, która stała się obsesją księdza Natanka? Otóż, mowa o jednym z głównym bohaterów mojego dzieciństwa. Nie, nie chodzi mi o charazmatycznego kaznodzieję z południowej Polski. Diablo wprowadził mnie w świat gier RPG, w których wcielamy się w jakąś postać, rozwijamy jej zdolności, zdobywamy bronie i ekwipunek. Przede wszystkim jednak przeczesujemy podziemia zabijając hordy potworów i zabierając im złoto, za które kupujemy później jeszcze lepsze bronie i zabijamy jeszcze silniejsze potwory. Nudne? Zdziwilibyście się. Muzyka w starym Tristram jest tak mistyczna, że wzrusza nie mniej niż śmierć Mufasy w „Królu Lwie”. Lubię czasami puścić ją sobie na YT i powspominać, bo samo Diablo już niestety mocno się zestarzało. No, ale zawsze jest jeszcze „trójka” i ubóstwiana przez wszystkich graczy „dwójka”. No i o co chodziło temu Natankowi? Przecież w „Diablo” zabija się demony…

Jazz Jackrabbit

jazz_jackrabbit_dos_07

Wyznam Wam coś. Uwielbiam gry komputerowe, grałem w wiele z nich, ale pewnych zjawisk po prostu nie rozumiem. Nie rozumiem fascynacji wąsatym hydraulikiem o włoskim imieniu Mario. Kiedy cały świat przeżywał jego przygody, ja wolałem wcielać się w wojowniczego zielonego królika z czerwoną bandaną, który ruszył odzyskać swoją ukochaną z rąk złego żółwia. Platformówka jakich wiele i na wielu z Was być może nie

The Legend of Kyrandia 2: Hand of Fate

kyrandia2-4

Świat Kyrandii posłużyłza tło serii bajkowych przygodówek, w których należało zbierać różne przedmioty i używać ich we właściwym momencie. Moją ulubioną i zarazem pierwszą była właśnie „Hand of Fate”, która opowiadała o przygodach fajtłapowatej czarodziejki Zanthi i prześladującej ją wielkiej dłoni. Możecie mówić, że pikseloza, że tragedia, że trąci myszką, ale uwierzcie – na kimś, kto dopiero odkrywał świat gier komputerowych, ta przygodówka zrobiła ogromne wrażenie. Mieszanie w kociołku różnych alchemicznych składników, przyrządzenie wywarów i mikstur, rozmowy z ciekawymi postaciami i czyhająca na nas na każdym kroku śmierć to klimat, do którego chciałoby się wracać i wracać…

A Wy? Do jakich gier z lat 90. czujecie miętę?

mm
Napisane przez Dave
Tłumacz i dziennikarz uzależniony od świata języków obcych. Kocha dobre piwa, intrygujące planszówki i każdą sekundę spędzoną z Justi.

    6 komentarzy

  1. moloko 20 grudnia 2016 at 20:16 Odpowiedz

    Super tytuły! w Dooma 1 i 2 zagrywaliśmy się razem z moją starszą siostrą, kiedy rodzice zgasili już światło. No i kultowy Wolfenstein 🙂

    • mm
      Dave 5 stycznia 2017 at 15:01 Odpowiedz

      Doom I Nieśmiertelny 🙂

  2. Kris 5 stycznia 2017 at 11:18 Odpowiedz

    Dune 2
    Panzer General
    X-Wing
    North & South (do grania we dwójkę)

    • mm
      Dave 5 stycznia 2017 at 15:01 Odpowiedz

      Tak, Diuna to jeszcze większy klasyk niż Warcraft. X-Winga też
      pamiętam dość dobrze. A Panzer General to chyba była część większej
      serii – kiedyś wydali też coś pod nazwą Fantasy General – turówkę
      osadzoną w świecie fantasy.

  3. witch 8 stycznia 2017 at 16:03 Odpowiedz

    Heroes numer jeden dla mnie <3 nawet nie pamiętam ile godzin się w to przegrało 😉

    • mm
      Dave 12 stycznia 2017 at 00:45 Odpowiedz

      to prawda.. mój kumpel powiedział, kiedyś, że w h3 będą grać jeszcze
      wnuki jego wnuków

Skomentuj