Uwielbiam włoską kuchnię, zresztą, kto jej nie lubi? Restauracji z zielono-biało-czerwoną flagą w tle jest wiele. Znaleźć naprawdę dobrą nie jest tak łatwo. Nam się na szczęście udało. 

W ubiegłym roku przeprowadziliśmy się na krakowskie Podgórze. Musieliśmy z tej okazji poznać, co ta dzielnica ma do zaoferowania. W porównaniu do Kazimierza jest tu bardzo mało miejsc, gdzie można dobrze zjeść. Co nie znaczy, że nie ma ich w ogóle.

Jakiś czas temu, przechadzając się ulicą Brodzińskiego, zobaczyliśmy szyld z ciekawym menu za 19 zł, a że mnie do makaronu namawiać nie trzeba, postanowiliśmy tam zjeść.

Nowoczesne wnętrze, piękne drewniane stoły i wystawa przeróżnych makaronów za szkłem, skusi najbardziej wybrednego konsumenta. Obsługa bardzo miła i pomocna, ale najważniejsze jest jedzenie. Powiem Wam, że byliśmy tam kilka razy i za każdym razem było pysznie. Oprócz dań dostępnych z karty codziennie serwują menu promocyjne z kilkoma rzeczami do wyboru.

Menu zmienia się co jakiś czas, więc nie ma nudy.

Pizzę przygotowują z 30-letniego zakwasu bez użycia drożdży. Ta ze zdjęcia była z sosem śmietanowym i pikantnym salami. Była pyszna. Nie lubię pikantnych rzeczy, ale za sprawą tego delikatnego sosu, udało się to wyważyć. Pokuszę się nawet o stwierdzenie, że to jedna z lepszych pizz w mieście.

Zupa cebulowa mnie nie powaliła. Była aromatyczna i sycąca, ale we Francji jadłam znacznie lepsze. Po pierwsze, cebula była twarda, a powinna rozpływać się w ustach. Po drugie, ten kawałeczek bagietki z serem to zdecydowanie za mało. We Francji często podają tę zupę w takich kamiennych miseczkach, wszystko przykryte jest obfitą porcją sera Gruyere i zapieczone w piecu. Jak przebija się tę spieczoną warstewkę, to zapach powala. Tu tego zabrakło, ale rozumiem, że była to wariacja na temat tej popularnej zupy. Inne zupy, jakie tam jadłam były przepyszne, krem z czarnej marchwi, czy też krem pomidorowy.

W końcu coś, na co czekałam, test na makaron. Zawsze jak tam jestem, jem makaron, tak było i tym razem. Był pyszny. O stopniu ugotowania nie będę się rozpisywać, bo było w punkt, a nie zawsze taki można spotkać. Do tego kremowy sosik pieczarkowy. Jak nie znoszę pieczarek, tak w tym wydaniu smakowało naprawdę dobrze. Do tego usmażony na masełku kurczak. Nie był suchy, a to najważniejsze. Ogólnie, to danie było bardzo dobre.

Obiad nie może obyć się bez deseru. Zamówiliśmy tartę cytrynową. Wszystko było tak, jak powinno, kruche ciasto, kwaskowata masa i słodka beza. Porcja ogromna, jak dla mnie nie do przejedzenia, ale Dave jest łasuchem, więc spokojnie sobie z tym poradził.

Tu zdjęcie tej witryny, o której pisałam. Pełne makaronów, szynek dojrzewających i innych specjałów. Można się też przyglądać, jak Pan kucharz przygotowuje dania.

Ogólne wrażenie jest bardzo dobre. Wiadomo, nie zawsze nam coś smakuje, ale to nie rzutuje na ocenę tego miejsca. Polecamy, bo warto.

mm
Napisane przez Justi
Psychoterapeutka, po uszy zakochana w kotach. Miłośniczka filmów, makaronów i ładnych rzeczy. Kreatywna i dobrze zorganizowana.

    2 komentarze

  1. TomaszKRK 30 października 2016 at 11:47 Odpowiedz

    No to kolejne miejsce do odwiedzenia!

    • mm
      Justi 30 października 2016 at 11:53 Odpowiedz

      Polecamy 😄

Skomentuj